***
Kilka lat wcześniej..
Dzień zapowiadał się wspaniale. To właśnie dzisiaj do posiadłości Salvatorów zawitać miała tajemnicza młoda dama. Każdy uradowany był jej przyjazdem. Zwierzęta jakby rozumiały powagę sytuacji. Ptaki ćwierkały z przejęcia. Sarny wchodziły do ogrodu. A myszy wychodziły ze swych domowych dziur. Dziewczyna przyjechała koło południa. Jej powóz zatrzymał się delikatnie na białych kamieniach które rozrzucone były przed rodziną willą jako podjazd. Czarne konie stanęły dostojnie ukazując swe piękne, długie szyje. Woźnica wyprostowany rozluźnił trochę swój chwyt na lejcach. Drzwi karety lekko się uchyliły. Przez małą szparę widać było zgrabną, powoli wychylającą się nóżkę. Wyglądała ona jakby jej właścicielką była mała dziewczynka, a nie kobieta. Po chwili widać było już całe jej ciało. Wychodziła ona z wielką gracją na którą było stać tylko najbardziej wyuczone dobrych manier damy. Stanęła gładko na ziemi. Zobaczywszy gospodarzy zbliżających się w jej stronę dygnęła. Mężczyźni ściągnęli kapelusze. Będąc już blisko niej ucałowali jej śnieżnobiałą, delikatną dłoń.
- Tak - odpowiedziała grzecznie - A pan to zapewne Damon Salvatore jak mniemam.
- W całej okazałości.
- Giuseppe Salvatore - powiedział z wdziękiem starszy mężczyzna - Przepraszam za mojego syna, zawsze jest taki...
- No jaki? - zapytał brunet ze złością.
- Najmocniej przepraszam - odrzekł jeszcze raz siwowłosy i oddalił się w stronę ogrodu kwiatowego.
- To ja przepraszam, mój ojciec zawsze jest dość ekscentryczny - rzekł niebieskooki - Może zaprowadzę panią do pokoju? Zapewne chce się pani odświeżyć po długiej podróży.
- Niebyła wcale, aż taka długa, ale z miłą chęcią.
Brązowooka piękność złapała się swojego nowo poznanego mężczyzny pod ramię i udała się z nim w stronę domu.
***
Teraźniejszość (Tak jakby 1864)...
- Panienko Pierce czy wszystko w porządku? - zapytała miło pulchna służąca wiążąc swojej pani gorset.
- Tak, tak nic mi nie jest - powiedziała niewyraźnie.
- Tak.. Czy mogłaby pani poprosić pana Salvatore aby przyszedł w południe do biblioteki?
- Naturalnie ... Którego?
- Damona.
- Rozumiem, ale chyba będę musiała panienkę rozczarować. Panicz Damon wyjechał na wojnę. Nie wiadomo kiedy i czy w ogóle wróci.
- Dobrze, możesz odejść Margaret, dziękuje - powiedziała blada Kath.
Pokojówka wyszła z pokoju ze spuszczoną głową. Nie była to oznaka hańby tylko poczucia winy dlatego, że rozczarowała swą drogą panienkę.
Dlaczego on mi nic nie powiedział? Dlaczego milczał? Dlaczego tylko on potrafi mnie uszczęśliwić? - Katherine zadawała sobie pytania na które mimo usilnych prób nie potrafiła odpowiedzieć.
***
- Damonie co się stało? - zapytał się siedzący na prawo młodszy brat.
- Nic Stefanie, kompletnie nic - powiedział i zrobił wymuszony uśmiech.
- Przecież widzę, że coś Cię trapi - rzekł poprawiając odznakę w mundurze - Chodzi o nią? - zapytał już bardziej dobitnie.
- Tak bracie musi. Widzę, że ją kochasz.
- Chyba za dużo wypiłeś - powiedział z wymuszonym uśmiechem.
- Dziś nic nie piłem. Ale ty powinieneś. Nawet ślepiec zauważyłby, że jesteś w niej bezgranicznie zakochany. Ale bez niej będzie Ci lepiej.
- Skąd ty możesz to wiedzieć?
- Po prostu wiem.
- Może masz rację.
- Jasne, że mam. Chodźmy zagrać w karty. Może wygramy butelkę z dobrym rocznikiem bourbona, żeby się upić.
- Chodźmy - powiedział wstając.
***
Teraźniejszość (2013)
- Kath co ty tu robisz? - zapytał zdenerwowany wampir złapany w jednoznacznej sytuacji.
- A ja Cię kochałam - powiedziała przez łzy i wybiegła z pokoju.
- Kath czekaj! Myślałem, że nie żyjesz. Proszę Cię stój - pobiegł za nią przepasany jedynie prześcieradłem - Sex z Rebekahnic dla mnie nie znaczył. Ona jest tylko przyjaciółką. Kocham Cię - krzyczał w nicość.
Głupek, idiota, sukinsyn, debil - wyzywał sam siebie siedząc na schodach z rękoma założonymi na głowie.
Przecież wiedziałem, że ona zawsze znajdzie jakiś sposób, żeby uciec śmierci. Robiła to cały czas. Cały czas była o krok przed wszystkimi, żeby tylko ocalić swój samotny żywot. Tylko, że to ja tak naprawdę ją poznałem. Nikt inny tylko ja - mówił do siebie.
Przecież wiedziałem, że ona zawsze znajdzie jakiś sposób, żeby uciec śmierci. Robiła to cały czas. Cały czas była o krok przed wszystkimi, żeby tylko ocalić swój samotny żywot. Tylko, że to ja tak naprawdę ją poznałem. Nikt inny tylko ja - mówił do siebie.
***
Dlaczego? Dlaczego on mi to zrobił? Zawsze to robił. Odkąd go tylko poznałam. Nigdy nie chciał zamienić ze mną więcej niż dwóch słów. Gardził mną, a ja się łudziłam. Każdy zabiegał o moje względy, tylko nie on. Tylko nie ten, który miał. Ten za którego zgodziłabym się wyjść bez jakichkolwiek przemyśleń. Teraz nie pozostał mi już nikt bliski. Po tym jak straciłam dziecko myślałam, że nie spotkam już nikogo kogo byłabym w stanie pokochać. Po trzech wiekach spotkałam jednak kogoś takiego. Kogoś kto ma mnie głęboko.. Ale koniec tego. Od teraz żyję tak jak zamierzałam. Czas to wyłączyć - mówiła do siebie.
.jpg)
